Zapraszam do czytania i skomentowania.
Jessica
-
Kochanie, tak się cieszę, że już jesteś z nami - usłyszałam głos mamy, który
dochodził z parteru.
|
|
Chwila, do
kogo ona to powtarzała? Przecież nie spodziewamy sie gości.
|
|
Powoli
otworzyłam dębowe drzwi, które lekko zaskrzypiały. Następnie skierowałam się
w stronę krętych schodów w kolorze hebanowym.
|
|
Dość
szybko zbiegłam z nich, przewracając się na ostatnim stopniu.
|
|
- Mamo,
czy ktoś przesz...- urwałam.- To ty?
|
|
-Cześć
Jess. - przywitał się.
|
|
-Nie
nazywaj mnie tak! Straciłeś do tego prawo, gdy o mnie zapomniałeś! Nie chcę
cię widzieć! - krzyknęłam mu prosto w oczy.
|
|
Chwyciłam
za torbę, znajdującą się w kącie przedpokoju i wychodząc, trzasnęłam
drzwiami.
|
|
Co on tu robi?
|
|
Pojawia
sie tu po tak długiej nieobecności i uważa, że wszystko będzie w porządku?
|
|
Prawie
rok.
|
|
Przez tak
długi czas nie miałam z nim dobrego kontaktu.
|
|
Cholernie
za nim tęskniłam, a on nawet nie raczył do mnie zadzwonić, zapytać jak sie
czuję, co słychać.
|
|
Zero
odzewu z jego strony.
Czy
wiedział jak wiele przez niego wycierpiałam? Ile łez wylałam? Nie było go,
gdy był mi potrzebny. A przecież zawsze obiecywał, że będzie miał dla mnie
czas, niezależnie od sytuacji. Kiedyś mogłam na nim polegać w stu procentach,
a teraz…
Nie
mogłabym mu ponownie zaufać.
|
Zniknął z mojego życia. Po co wracał?
Mógł już tam zostać.
Ale nie, Pan Wielka Gwiazda Popowego
Chłamu – Justin Bieber nagle przypomniał sobie o rodzinie. Jako rodzeństwo
byliśmy nierozłączni, nie kłociliśmy się zbytnio jak bywa w większości
rodzinach, nawet w najgorszych sytuacjach był w stanie mi pomóc. Zawsze
nakłaniałam go, aby próbował swoich sił wokalnych, aby dążył do swoich celów.
Szkoda, że nie przewidziałam skutków.
Dotarłam do pobliskiego parku, który
zawsze odwiedzałam z moją przyjaciółką.
Kaitlyn tak naprawdę zawsze była mi
bliska, jednak dopiero po wyjeździe mojego, jakże, kochanego brata zauważyłam,
że była z nielicznych osób, które się one mnie nie odwróciły, gdy popadłam w
kłopoty. Za to wsparcie, na zawsze będzie dla kimś wyjątkowym.
Usiadłam na jednej z ławek w kolorze
brązowym. Uwielbiałam ten zaułek, gdyż było to jedne z niewielu miejsc, gdzie
słychać było ciszę. Idealne miejsce, aby pomyśleć.
Było o czym?
Sięgnęłam do torby po papierową paczkę.
Wyciągnęłam z niej jednego papierosa i włożyłam go do ust, którego następnie
odpaliłam. Czułam to, jak dyn powoli roznosi się po wnętrzu. Niektorzy
twierdzili, ze jest to ewidentne zatruwania ciała, ale co z tego, skoro
przynosiło mi tu ulgę?
Nie była zbyt późna godzina, jednak
Słońce już nie górowało . Pozwalało to na stworzenie odpowiedniego nastroju do
sytuacji, jaka zawładnęła mną całą.
Po dostarczeniu odpowiedniej ilości
nikotyny, podniosłam się i powróciła pod blok Kaitlyn.
Po drodze jednak uprzedziłam ją o mojej
wizycie.
-Cześć- wykrztusiłam z siebie.
-Cześć Jess, jak tam? – Jak zwykle
pogodna. Dlaczego ona zawsze jest taka szczęśliwa?
-Szykuj się, idziemy dziś do klubu.
-Co? Nigdzie nie idę.
-No, proszę. Przyjechała Wielka Gwiazda,
muszę odreagować.
-Nie ma mowy.
-Zaraz będę – rozłączyłam się.
Musi ze mną pójść, nie ma innego
sposobu.
Po 10 minutach wędrówki znalazłam się
pod wysokim wieżowcem.
-Gotowa?
-No, ale musimy tam iść? Nie mam ochoty,
naprawdę.
-Zrób to dla mnie.
-No dobrze, ale wisisz mi przysługę. –
Tak! Kocham tą blondynkę.
Choćby nie wiem jak była na mnie zła, a
może wściekła, to zawsze mi wybacza moje głupoty.
Wiem, że nie miała najmniejszej chęci
tam iść, ale moim dzisiejszym planem było, aby porządnie się napić, chciałam
zapomnieć o przykrościach. Fakt, że jednak się zgodziła bardo mnie ucieszył.
Kaitlyn
Skoro już się zgodziłam, na tą cholerną imprezę to postanowiłam chociaż jakoś wyglądać. Przeszukałam moją szafę wypełniną rurkami we wszystkich kolarach tęczy i koszulkami.
Jedyne czego w niej brakuję to kiecki.
Na początku poszukiwań znalazłam galową spódniczkę z czasów podstawówki.
Przekoapałam się przez wszystkie półki i nic.
Wtedy przypomniałam sobie o sukience mojej mamy, która powinna być w jej pokoju.
Od wypadku nie ruszałam nic w tamtym pomieszczeniu, ale czas najwyższy to zmienić.
Odkluczyłam drzwi, weszłam i prawie się rozpłakałam. Wszystkie rzeczy przypominały mi rodziców.
Wyciągnęła z małej garderoby chabrową, dopasowaną sukienkę.
Założyłam koczyki w kształcie serduszek, wytuszowałam rzęsy i założyłam czrne barelinki
-I jak ?-zapytałam wchodząc do mojego pokoju w którym czekała Jessie
-Wow. Tak wystrojonej to ja ciebie dawono nie widziałam. Ale w czym ja mam iść ? Nie mam zamiaru wracać do domu, nie chcę go widzieć-westchnęłam
-Weś coś z szafy, ale cudów się nie spodziewaj. MOże trochę mocniejszy makijaż i fajnie uczasane włosy chociaż ci to wynagrodzą ?
-Spokojnie, ja sobie poradzę-po pau minutach dziewczyna wraz z górą ubrań poszła do toalety się przebrać. Zaczęłam się kęcić na krześle, co ona tak długo tam robi ?
-Zyjesz jeszcze ?-krzyuknęłam w stronę białych dzrwi
-Tak, zaraz będę gotowa
-Ty to umiesz zrobić coś z niczego-powiedział wpatrując się w przyjaciółkę. Choć założyła zwykłe, czarne dżinsy, białą koszulkę z dużym napisem 'Stay' i granatowy sweterek wyglądała jakby założyła projekty znanych projektantów. A oczy pomalowane w stylu smooky eye i krwisto czerwone usta świetnie komponowały się z jej blond włosami luźno opadającymi na plecy
-To idziemy, czy będziesz tak mnie podizwiać do końca wieczoru ?-zaczęłyśmy się śmiać, zakluczyłam mieszkanie i ruszyłyśmy w stronę pobliskiego pabu. Kiedy przechodziłyśmy skrótem prowadzącym przez boczne ścieszki usłysząłam płacz. Obróciłam się w prawo i zauważyłam dziewczynę siedzącą, a właściwie kulącą się pod blokiem
-Chodźmy jej się sapytać co się stało-powedziałam dyskretnie pokazując w stronę płaczącej kobiety
-Idziemy na imprezę, nie będziemy się jescze jej problemami przejmować
-Ty możesz sobie iść, ja pójdę się zapytać-nie bacząc na reakcje Jessici podbiegłam do kobiety
-Co się stało ?-jej zapłakane, brązowe oczy spojrzały na mnie z nutą strachu i zdezorientowania-Nie bój się, jestem Kaitlyn-powiedizałam po dłuższym braku jakiejkolwiek odpowiedzi
-A ja Emily
-Chodź z nami, co będizesz tak sama pod blokiem siedziała
-Ale wy chyba na imprezę szłyście-otarła łzy
-Jessica mi kazała. A właśnie to jest Jessica. Jessie, chodź tu !-zawołałam ją, przerywając jej gre na komórcę
-Co się stało. Cześć, jestem Jessica
-Mała zmiana planów. Nie idziemy na imprezę tylko we trzy do mnie
-Co ?-zapytały jednocześnie
-Idziemy do mnie. Nathana nie ma więc będzie spokój-pomogłam wstać nowo poznaniej koleżance. Doszłyśmy do mojego domu.
-Oto moja chacjenta-powiedziałam otwierając dzrwi na czwartym piętrze